Commodore 64 vs Atari 800XL – które maszyny zdominowały Polskę i dlaczego
Kiedy na początku lat 80-tych na Zachodzie rozgorzała prawdziwa wojna pomiędzy Commodore a Atari, Polska patrzyła na to wszystko z bezpiecznej odległości socjalistycznej rzeczywistości. Sklepy świeciły pustkami, a słowo "komputer" kojarzyło się głównie z dużymi maszynami w zakładach pracy. Jednak już kilka lat później obydwie maszyny – Commodore 64 i Atari 800XL – zadomowiły się w polskich mieszkaniach na dobre. Tyle że droga, jaką przebyły, i popularność, jaką zdobyły, były zupełnie inne niż na Zachodzie.
Jak w ogóle trafiły do Polski?
Zanim odpowiemy na pytanie, które z tych komputerów "wygrało" nad Wisłą, warto zastanowić się, jak w ogóle docierały do polskich domów. Oficjalnej dystrybucji właściwie nie było. Sprzęt trafiał do nas przede wszystkim przez rodziny i znajomych pracujących lub mieszkających za granicą – w NRF, Austrii, Szwecji. Walizki wracające z Zachodu były prawdziwą skrzynią skarbów, a jednym z najbardziej pożądanych "skarbów" był właśnie komputer.
Drugim kanałem były sklepy Pewex i Baltona, gdzie za dolary lub bony można było kupić sprzęt elektroniczny. To tutaj pojawiały się kolejki, plotki i legendarne transakcje. Atari 65XE w zestawie z magnetofonem i kilkoma grami – tak zwany "miś" od charakterystycznego opakowania – był jednym z najpopularniejszych zestawów dostępnych w Peweksie. Jego cena w dolarach była stosunkowo przystępna jak na zachodnie standardy, co w polskich realiach końca lat 80-tych czyniło z niego obiekt westchnień niemal każdego dziecka.
Atari – król polskich podwórek
I tutaj zaczyna się polska osobliwość. Na świecie, i szczególnie w USA, to Commodore 64 był niekwestionowanym liderem sprzedaży wśród komputerów domowych. Tymczasem w Polsce sytuacja wyglądała inaczej – Atari 800XL i jego młodszy brat 65XE zdobyły u nas popularność, o której mogły tylko marzyć w wielu krajach zachodniej Europy.
Dlaczego? Przyczyn było kilka. Po pierwsze właśnie ta dostępność przez Pewex i sieć nieformalnego importu. Po drugie – cena. C64, choć tańszy od Amigi, kosztował trochę więcej niż zestawy Atari, a w realiach Polski przełomu lat 80. i 90. każda złotówka – czy raczej każdy dolar – miała znaczenie. Po trzecie, i chyba najważniejsze, Atari zbudowało wokół siebie silną społeczność i ekosystem. Polskie firmy – jak LK Avalon czy Mirage – szybko zorientowały się, gdzie leży rynek, i zaczęły wydawać gry oraz oprogramowanie właśnie na Atari. Sklepy, giełdy, kopie pirackich gier na kasetach magnetofonowych – wszystko to nakręcało spiralę popularności: im więcej ludzi miało Atari, tym więcej powstawało na nie gier, i tym więcej kolejnych osób chciało właśnie to Atari.
Magazyn "Bajtek" – biblia polskiego komp-fana tamtych lat – regularnie zamieszczał listingi programów i recenzje gier, w których Atari zajmowało poczesne miejsce obok ZX Spectrum. C64 też się pojawiał, ale rzadziej.
A co z Commodore 64?
Byłoby jednak niesprawiedliwe twierdzić, że "sześćdziesiątka czwórka" była w Polsce nieobecna. Wręcz przeciwnie – C64 miał swoich zagorzałych zwolenników i wyraźną obecność, szczególnie w większych miastach. Jego atutami były przede wszystkim możliwości dźwiękowe – legendarny chip SID, który brzmiał jak żaden inny układ tamtej epoki. Muzycy i demoscenowcy kochali C64 za to bezgranicznie. Grafika sprite'ów też robiła wrażenie, a biblioteka gier, czerpiąca z bogatego zachodniego rynku, była imponująca.
Problem w tym, że w Polsce droga do tej biblioteki była długa i kręta. Oryginalne kasety i dyskietki były drogie i trudno dostępne. Pirackie kopie krążyły oczywiście i tu, i tam, ale Atari miało tutaj pewną przewagę – jego ekosystem lokalny był po prostu rozbudowany. C64 był często postrzegany jako komputer "z zachodu", na którym gra się w zachodnie gry. Atari było "nasze".
Technicznie rzecz biorąc
Jeśli ktoś chciałby zmierzyć obie maszyny w kategoriach czysto technicznych, sprawa nie jest prosta. Atari 800XL miało procesor 6502 taktowany z częstotliwością 1,79 MHz, 64 KB RAM, chip graficzny ANTIC i dźwiękowy POKEY. C64 pracował na 6510 z zegarem 0,985 MHz w wersji PAL (w Polsce dominował właśnie PAL), miał też 64 KB RAM, układ graficzny VIC-II i wspomniany SID.
Na papierze różnice były niewielkie, a w praktyce jeszcze mniejsze – obie maszyny radziły sobie z podobnymi zadaniami i grami podobnej klasy. Specjaliści od lat toczą spory o to, który sprzęt był "obiektywnie lepszy", ale szczerze mówiąc, z perspektywy dziesięciolatka czekającego na załadowanie gry z kasety te dyskusje były zupełnie bez znaczenia. Liczyło się to, co było pod ręką i co mieli znajomi.
Koniec epoki i to, co po niej zostało
Na początku lat 90-tych na scenę wkroczyły Amiga i pecety klasy 286/386, i obie maszyny powoli odchodziły w przeszłość. Ale zanim to nastąpiło, zdążyły uformować całe pokolenie polskich użytkowników komputerów. Ludzi, którzy uczyli się programowania z "Bajtka", którzy spędzali noce na kopiowaniu gier i którzy do dziś pamiętają charakterystyczny dźwięk ładującej się kasety.
Odpowiadając na tytułowe pytanie: w Polsce, wbrew globalnym trendom, to Atari miało chwilę tryumfu. Nie dlatego, że było lepsze technicznie, ale dlatego, że znalazło się we właściwym miejscu we właściwym czasie, miało właściwą cenę i – co najważniejsze – zgromadziło wokół siebie lokalną społeczność, która sama napędzała jego popularność. C64 był jednak silnie obecny i miał swoich wiernych fanów, którzy do dziś nie wyobrażają sobie kolekcji bez "sześćdziesiątki czwórki" na półce.
W pewnym sensie ta rywalizacja nigdy się nie skończyła – trwa nadal na forach, giełdach i w kolekcjonerskich rozmowach. I bardzo dobrze, bo to właśnie ona sprawia, że historia polskiej informatyki jest tak wyjątkowa.
B.C.